Hymn wielkanocny
Alfred Edward Housman
Jeśli w Jerozolimie drzemiesz
I nie wiesz żeś zmarł nadaremnie
Nie widząc we śnie jak codziennie
W dymie pożarów coraz ciemniej
Nienawiść, którą chciałeś leczyć,
A którą mogłeś tylko wzniecić,
Wzrasta. Śpij snem wiecznym
I nie budź się Synu człowieczy.
Lecz jeśli kamień odwalony
A Ty na tronie posadzony
Pamiętasz jeszcze Twą agonię,
Twoje łzy, krew, pot i cierpienie
Zejdź tu ponownie, zstąp na Ziemię
Skończ dzieło, przynieś ocalenie.
***
He was handsome and young
Had long hair and a beard
when sudenly appeared
his followers among.
Some considered him God;
Women would have been love,
But he was just above,
Maybe he was just odd.
Some considered him king,
Mighty lord of the land,
until his neck was bent
And hands tied with a string.
Maybe he was a gay
He was so different
For making sacramen
Would agreed crucify.
Cisza
W zgęstniałym od misji powietrzu
Suną kształty po wypukłościach aut
Drzewa niemo wyciągają twarze
W trądziku młodzieńczych pąków.
Pod makijażem pisanek
Nadzieja owinięta w całun
Próbuje wznieść chorągiewkę.
Nieruchomo, w skupieniu, szczeka pies
Do fotografii słońca na niebie.
Ptaki popiskują wątpliwie
Nad nieruchomym pejzażem
A wewnątrz, pod powierzchnią,
Pod dźwiękoszczelną warstwą,
Pod wiekiem, pod zamkiem i kłódką,
Pod przykryciem i zamaskowaniem,
Gorący wicher spala wyrwane korzenie
Lecą strzępy i szmaty w płonącym powietrzu
Przebijając moje serce
Pustką ciszy.
Lilia wielkanocna
Claude McKay
Z dala od naszej niełaskawej ziemi
Biegnie myśl moja, aż do Galilei,
Gdzie lśniącej lilii mleczna biel się mieni
I zapach jej roztacza jasny kielich.
Sama, rozdarłszy całun otulenia,
Jak pług spiżowy z całej swojej mocy
Grób rozorała w zamyśle zbawienia
Od brzemiennego mroku Wielkiej Nocy.
Wielu uważa ją za omen święty,
Kwiatem zmartwychwstania określą niektórzy.
A ja, poganin, czczę jej woń ponętną
Zanosząc modły w świątyni odurzeń.
Wielki Piątek
Christina Rossetti
Kamieniem jestem a nie owcą,
Że mogę pod Twym krzyżem stać,
Nieczule patrzeć zamiast łkać,
Odliczać kroplę krwi za kroplą
Nie jak kobiety pogrążone
W żalu i łzach lamentujące.
Nie jak upadły Piotr płaczący.
Nie jak złoczyńca poruszony.
Nie jak to słońce co za dnia
Ukrywa w czarnym niebie twarz,
Horror w południa ciemny czas.
Ja, tylko ja.
Lecz nie porzucaj nas,
Pasterzu strzeż swych owiec rzeszy.
Laską mocniejszą od Mojżesza
Uderz w głaz.
Julia
W Dziwnowicach w niedzielę, trzeciego dnia z rana
Wychodzi z grobowca panna rozespana.
Jest trochę niepewna i z twarzyczką bladą
Lecz śmierć na niej wcale nie zostawia śladu.
Stęskniona i ciepła chce do chłopca wrócić
Nie pojmuje dlaczego ten chce ją porzucić.
Ale on ze zgrozą patrzy na jej dłonie
I szuka tam sinych obrzęków po zgonie.
Musi w tym zdarzeniu podstęp tkwić okropny
Ubrała ją matka w jej całun żałobny
I nic już żalu jej ojca nie zmieni
Gdyż ją składał sztywną do dębowej skrzyni.
Chociaż usta świeże jak pąsowa róża
Chociaż jaśminowy zapach jej odurza
Choćby każdy na twoją urodę chciał patrzeć
Twojego skonania nic w świecie nie zatrze.
Dylemat androida
Wielkanoc. Wiosna.
Słońca przybyło
Luny ubyło.
Jak miło.
Owco radosna
Oto życzenia
Zdrój przygnębienia
Kiedy umiera
W imię Mercera.
Wielka noc
Wielka noc wcale nie jest wielka
Jak na spowiedzi wyznam szczerze
Wielka noc jest wyraźnie krótsza
Niż wigilijnej noc wieczerzy.
Szkopuł tkwi w miejscu urodzenia.
Bo w miejscu w którym Bóg się rodzi,
Podczas Bożego Narodzenia,
Noc bywa dłuższa o pięć godzin.
Zmartwychwstanie
dla nie-chrześcijan
Adrew Hidas
Halo poganie (do was należę).
Wierzący twierdzą, że nic tu po nas,
W istnieniu, w bycie nieodkupialnych.
Ale nie wierzcie ich binarności,
Ślepej od prawd i aksjomatów
Mitów realnych bardziej od prawdy.
Zmartwychwstanie jest twoje, do wzięcia.
Nie musisz nosić krzyża na piersi,
Lub wisieć na nim za grzechy, które
Dzielisz z siostrami i braćmi w wierze.
Doskonałość wątpliwa jest jak mówią,
Chrystus ją sam kwestionował.
Grzech też jest twój, gdy chodzi o popełnianie.
Musisz dostrzegać wiosenne kwiaty,
Wiosna jest krokiem w dzień, który nagli,
Lub nocą patrzeć na jasne gwiazdy.
Śmierć, odrodzenie i samo życie
Rośnie i słabnie w odwiecznym cyklu
Radość i rozpacz wciąż osadzają nas w czasie.
(Zmartwychwstanie pomieści mnogość.)
My, dla których życie po śmierci to sprzeczność
Nie mamy powodu łkać nad nie naszym czasem,
Prawdziwym grzechem jest ubolewanie,
Debatowanie, ilu aniołów ma tańczyć
na łebku szpilki, aby zapewnić zbawienie.
„Więc żyj!” jak rzekł ojciec w ostatniej chwili
Do swoich bliskich dla których żył,
Dwa słowa głębsze, niż mógł przypuszczać,
Wyzwanie rzucone w czas, co nas wzywa.