John Fuller

Walentynka

To czego pragnę w Tobie wydaje się nietaktowne:
Chciałbym Cię pod prysznicem złapać
I przez godzinę tam się chlapać
Mieć w swej mocy aż Twe oczy zrobią się okrągłe.
Chciałbym Ci plecy wyszorować
I inne części wysmarować
Czasami wierzę, że mógłbym też zaakceptować
Iżbym poniżał Cię i gonił z krzykiem na szczyt wieży
Dręcząc pytaniami o Nitzchem i Schopenhauerze
Chciałbym odgadnąć Twoją wagę i wygrać Cię przy święcie
Jak prosię na jarmarku i chciałbym dać Ci kwiecie.
Lubię włosy na Twoim ramieniu
Spływają niczym woda po kamieniu
Lubię też ramiona: to esencja
Gładki dekolt ma swój potencjał
(Trzymałbym wszystkie części w folderze „Konfidencja”).
Lubię policzki Twoje, nos Twój wielbię
Lubię sposób w jaki rozchylasz usta
I unikalny zębów w ustach układ
Dwie (jedna wyżej i jedna niżej) serie.
Lubię Twe oczy, ich kontury.
Ich spojrzenie załazi mi za skórę
Ramię w stan wprowadza nieważkości
Gdy Twój łokieć wznosi się na osi.
Lubię Twoje nadgarstki i gruczoły,
Lubię palce na końcach Twych dłoni
Chciałbym wciąż się uczyć liczyć na nich
Zamieniać się na pewne rzeczy wszcząłbym
Coś własnego na coś cudzego
Dając dokładną kwotę, resztę wziąłbym.
Lubię gdy podnosisz półdupek
Lubię sposób w jaki trzymasz kubek
Lubię gdy podwijasz nogi
Nawet w spodniach, Boże drogi
Lubię każde z Twoich kształtnych kolan
Lubię zgięcia, które biegną spodem
W każdej chwili odnaleźć je zdołam.
Zachwyca mnie uszu Twych plastyka
I sposób w jaki profil znika
Gdy zechcesz się odwrócić i popatrzeć
Chciałbym na celowniku Twoich półkul zadrżeć
Chciałbym przemycić Cię poprzez rubieże
Lub z Tobą w noc płynąć w Tangerze
Chciałbym byś przygarnęła mnie w pielesze.
Chciałbym widzieć jak prasujesz spódnicę by innych wyprosić
Chciałbym zapinać Twą koszulę
Lubię, gdy Twoja pierś łagodnie się unosi
Chciałbym uśmierzać Twoje bóle
Albo Cię głupio bezkręgowcem spłoszyć.
Chcę Cię nawet gdyś za grosz w malignie
Zamordowała i ofiary ciało stygnie
Pozwoliłbym insektycydu wlać do mego wina
Jesteś ładna nawet jako Frankensteina dziewczyna
Lub makabryczna z Jekylla i Hydea Horpyna.
Lubiłbym Cię gdybyś była Houlihan z IRA terrorystką
Albo Julian Norwich znaną pustelniczką
Co za melodramatyk
Jeśli będziesz mruczeć coś wśród attyk
Jak szalona pani Rochester lub jak student – matematyk.
Ty jesteś końcem masturbacji
Ty jesteś wieczną kobiecością
Daj powód do komunikacji
By cieszyć się Twą obecnością
Chcę ręką dotknąć Twój podbródek, zobaczyć uśmiech
Chcę posmakować Twą szarlotkę z lukrem
Chcę czuć me usta na Twej skórze
Chcę z Tobą odbyć reprodukcję.
Chciałbym Cię w mojej dyskrecji
Niech oczy Twoje dobrze mnie zmierzą
Spróbuj francuskiej obrony, ja dam ci mata wieżą
Chciałbym być Twoim priorytetem w konsekwencji
Gdy się uwolnisz chciałbym być w pobliżu
Chciałbym jedynym uczestnikiem być audiencji
Ostatnim abonentem Twej subskrypcji, Twej przyszłości.